poniedziałek, 14 października 2013

Chapter three.

 * Kinga *
   Budzi mnie dźwięk budzika. Od razu podrywam się na równe nogi i w świetnym nastroju szykuję się na trening. Ubrana już zchodzę na parter, do kuchni i wyciągam z lodówki składniki potrzebne do zrobienia jajecznicy. Zapachy śniadania przynoszą na dół gotową Maję. Nakładam jedzenie na talerze i siadamy do stołu.
- Ja pójdę po Kaśkę, bo zaraz wystygnie - oferuję się, a mulatka kiwa tylko głową i dalej zajmuje się spożywaniem xD
   Otwieram drzwi do pokoju Solka, która smacznie sobie jeszcze śpi. Po cichu skradam się do jej łóżka i głośno zaczynam krzyczeć jej do ucha:
- Kaśka! Harry Styles jest na parterze! Wstawaj!
   Od razu działa. Dziewczyna już stoi na równych nogach.
- Co? Gdzie? Co Harry robi w naszym mieszkaniu? - rozgląda się roztargniona po pokoju.
- Hazzy tu nie ma, debilu! - śmieje się - Po prostu nie mam innego sposobu na obudzenie cię.
- Nie no, dzięki. - strzela focha i wygania mnie z pokoju.
   Siadam z powrotem do stołu i zaczynam jeść najważniejszy posiłek. Majek gdzieś zniknął, a talerza oczywiście nie sprzątnął! Z kim ja żyję?
   
   Całą trójką siedzimy już w samochodzie Majki, która go prowadzi, jako że jedyna ma prawo jazdy. Ja siedzę obok niej, a Kasia, z racji, że najmłodsza, z tyłu. W krótkim czasie dojeżdżamy na stadion, gdzie za chwilę mamy mieć trening. Wyhodzimy z auta i rozglądamy się.
- Fajnie tu... - szepcze z zachwytem Maja
- W środku na pewno będzie jeszcze ładniej. Chodźmy - zarządzam i kierujemy się w stronę budynku.


   Na treningu nic ciekawego się nie działo. Poznałyśmy się wszystkie, poćwiczyłyśmy, pograłyśmy w gałę i to tyle. Z jedną dziewczyną się od razu zaprzyjaźniłam. Ma na imię Margaret. Zaraz po powrocie biegnę do pokoju, biorę relaksującą kąpiel, przebieram się i czeszę w warkocza na bok. Chwytam z szafeczki paczkę miętowych gum do żucia i wyciągam jedną. Do kieszeni spodni wkładam moją komórkę i zbiegam na dół. Za pół godziny muszę być pod sklepem, więc mam jeszcze czas. Siadam na kanapie w salonie, obok Kasi oglądającej brytyjską wersję 'Trudnych Spraw', i zaczynam grać w Pou na telefonie.
- Wychodzisz gdzieś? - pyta się mnie brunetka, nie spuszczając oczu z ekranu telewizora.
- Tak. - nie wysilam się na złożoną wypowiedź.
- Ale gdzie, z kim? Może tak więcej informacji? - próbuje coś ze mnie wyciągnąć.
- A jak ci powiem, że umówiłam się z Niallem Horanem pod TESCO, to uwierzysz?
- Nie, więc wysil się na powiedzenie prawdy
- To jest prawda, ale wiedziałam, że mi nie uwierzysz, więc nie mówiłam. - wzruszam ramionami i zbieram się do wyjścia. - Wychodzę i nie wiem, kiedy wrócę!
- Gdzie idziesz? - pyta się Maja, która dopiero zeszła ze schodów.
- Umówiłam się z Horanem pod TESCO. OK, nie musisz wierzyć, ale zrobię sobie z nim zdjęcie. - wyjaśniam od razu, by obyło się bez zbędnych pytań i wychodzę na dwór.
   Na miejsce dochodzę, tak jak poprzednim razem, po 10 minutach. Nie ma tam Nialla, przynajmniej ja go nie widzę. A może to tylko ktoś sobie ze mnie żartuje? Może to nie był numer Nialla, tylko jakiegoś jego kolegi? Może blondyn tu nie przyjdzie, a gdzieś tu jest ukryta kamera?
   Przemyślenia przerywa mi ktoś, kto łapie mnie za ramię. Obracam się, a za mną stoi jakiś chłopak w kapurze. Nie mogę go rozpoznać, gdyż kaptur zasłania całą jego twarz.
- To ja. Chodź, bo tutaj będą paparazzi. - mówi i łapie mnie za rękę, po czym prowadzi mnie gdzieś. Fakt, że to prawdopodobnie jest mój idol, paraliżuje mnie, przez co nie zważam co robię, i daję się ciągnąć w stronę jakiejś uliczki. Gdy stoimy w miejscu, gdzie nikt nas nie widzi, chłopak zdejmuje kaptur, a moim oczom ukazuje się cudowna, piękna, śliczna, i nie wiem jaka jeszcze, twarz Niallera Horana! Nogi w ciągu jednej sekundy mi miękną, a w oczach pojawiają się łzy szczęścia. Chłopak tylko się na to uśmiecha, i mnie przytula. W tej chwili większość Directioners powiedziałoby "Kinga wygrała życie" i szczerze? Zgadzam się z tym. Ten moment zdecydowanie zaliczam do najpiękniejszych w moim całym życiu.
   Ogarnęłam emocje i oderwałam się od blondyna. Patrzymy sobie w oczy. On ma takie piękne oczy...
- Czemu płaczesz? - pyta
- Ze szczęścia. Ostatnio tego strasznie dużo. Przyjechałam tutaj, poznałam 2 wspaniałe dziewczyny, stoję sobie niedaleko TESCO z moim idolem... - wyliczam, a Niall się śmieje
- Mam pomysł. Pojedziemy w takie jedno miejsce, tam nikogo nie będzie, i będziemy mogli spokojnie sobie poopowiadać. Co ty na to? - posyła mi swój śliczny uśmiech
- Ale mnie nie ukradniesz? - śmieję się
- Może... pożyjemy zobaczymy... - z uśmiechami na twarzy ruszamy do samochodu Horana
   Przez drogę cały czas rozmawiamy o głupotach albo śpiewamy piosenki. W momencie kiedy puszczają Still Into You , jedną z moich ulubionych piosenek, kompletnie wariuję. Zaczynam śpiewać, skakać na siedząco (bardzo mądrze :)) i machać rękami. Niall ma ze mnie taką bekę, że aż płacze ze śmiechu. Dobrze, że jest dobrym kierowcą... Jedziemy już jakieś 20 minut, ale jedziemy. Nigdy chyba tam nie dotrzemy!
- Niall? - zaczynam niepewnie
- Tak? - obraca głowę w moją stronę, ale tylko na chwilę, bo potem z powrotem przerzuca wzrok na jezdnię
- Daleko jeszcze? - pytam i wydaję dźwięk, jak osioł ze Shreka
- Bliziutko. Do następnej piosenki dojedziemy.
   Ma rację. Zanim piosenka w radiu zdąża się skończyć, jesteśmy na miejscu. Konkretnie przed pięknym lasem, znajdującym się w opustoszałym parku. Liście już powoli zaczynają żółknąć, co sprawia, że to miejsce jest cudowne, niezapomniane.
- Chodźmy. Gdzieś tam jest takie moje drzewo. Dokładnie moje, nawet podpisane. - śmieje się chłopak i prowadzi mnie gdzieś za rękę. Śmiejąc się, chodzimy w tą i z powrotem po lesie.
- Mi się zdaje, czy ty jesteś tak ogarnięty jak ja? - powstrzymuję śmiech
- Tak bardzo jak ty, nie da się być. Zwłaszcza ja. Jestem bardzo ogarnięty. Po prostu... mam słabą orientację w terenie. Poza tym, dawno tu nie byłem.
- O! Zobacz, na tamtym drzewie jest coś wyryte! Może to twój podpis? - wskazuję palcem na jedno z wielu drzew
- Możliwe... chodź, zobaczymy! - zarządza chłopak i podążamy w tamtym kierunku. Zgadza się, na korze jest napisane 'N.J.H.' 
- Niall James Horan, co? - uśmiecham się
- Oświecisz mnie, skąd wiesz, jak mam na drugie imię? - dziwi się chłopak - Ale to dopiero tam. Dawaj, wchodzimy.
- Jeny.. kocham chodzić po drzewach! - śmieję się i wchodzimy na jedną z grubszych gałęzi.
- Więc? Skąd wiesz, jak mam na drugie imię? Bo pierwsze i nazwisko mogłaś gdziekolwiek słyszeć...
- Jestem waszą fanką... Normalna dziewczyna chyba by się nie poryczała na twój widok, no nie? - śmieję się, a chłopak robi poker face'a. Taaa... jesteś ogarnięty, powiadasz?
- No dobra, masz rację. Powiedz mi coś o sobie - prosi, śmiejąc się z własnej głupoty
- Nie wiem od czego zacząć...
- Od początku będzie najlepiej - puszcza mi oczko, a ja mało nie mdleję
- No więc... Nazywam się Kinga Szynaka, jestem z Polski, mam 20 lat. Coś jeszcze? - wyszczerzam zęby
- Tak. Dlaczego przyjechałaś do Londynu?
- W Polsce grałam w klubie piłkarskim. Dostałam propozycję przejścia do waszego, londyńskiego klubu i... TADAM! - rozłożyłam ręce, jakbym zapowiadała gwiazdę na gali, przez co prawie zleciałam na ziemię. Na szczęście Horan w porę mnie łapie.
- Ooo... ciekawie, ciekawie. Czyli interesujesz się piłką nożną? - dopytuje chłopak
- Tak. Piłka nożna na zawsze w sercu mym - uśmiecham się do przestrzeni
- Skoro tak, to muszę zadać podstawowe pytanie. Real czy Barcelona? - uśmiecha się bosko *_*
- Barca! - krzyczę i robię serduszko z rąk, co wywołuje śmiech u Nialla
- Powiedziałbym 'no to żółwas', ale wolę Real - śmieje się i zastanawia nad kolejnym pytaniem - Kolejne pytanie z tej serii: Manchaster City czy United ?
- United. Nie cierpię City...
- Teraz może być żółwas! - przybijamy żółwika i śmiejemy się.
   Na dowiadywaniu się wielu rzeczy o sobie minął nam cały dzień. Wieczorem zrobiło mi się zimno, co nie uszło uwadze chłopaka.
- Załóż bluzę. Będzie ci cieplej - uśmiecha się serdecznie i podaje mi swoje nakrycie
- Dzięki - uśmiecham się nieśmiało - Zróbmy sobie fotkę!
- Dobry pomysł - kiwa głową z uznaniem, a ja wyjmuję telefon z kieszeni. Rozpoczynamy sesję zdjęciową! Jedno zdjęcie z dzióbkami, drugie z językami, z głupimi minami, i jedno normalne.
- Super! Dziewczyny mi uwierzą! - cieszę się
- Ym... Kinga?
- Słucham? - kłaniam się teatralnie
- Ale... wiesz... nie pokażesz tego nikomu więcej? Tylko twoim przyjaciółką, dobrze? Bo jeśli wycieknie do mediów... Nie będziesz miała życia, bo stwierdzą, że jesteśmy parą.
- Jasne. Tylko dziewczynom - powtarzam z uśmiechem

   Wchodzę do domu. Zapalam światło, bo jest strasznie ciemno. Dziewczyny już pewnie śpią, w końcu jest północ, a my wcześnie chodzimy do łóżka. Słyszę, jak burczy mi w brzuchu. Nie powinnam jeść o tak późnej porze... walić zasady, głodna jestem, a to najważniejsze! Idę do lodówki i wyciągam z niej produkty potrzebne do zrobienia kanapki. Wyjmuję talerz i podchodzę do stołu. Spokojnie, powoli zjadam kolację. Potem jak najciszej i ostrożnie kieruję się w stronę zmywarki. Oczywiście muszę zahaczyć nogą o nogę i wywalić się! Przy okazji zbijam talerz, a co mi tam! Jestem GENIALNA!! Spokojnie mogę zostać ninja... Schylam się i zaczynam sprzątać kawałki talerza z podłogi. Gwałtownie wstaję, obracam się i prawie schodzę na zawał. Zaczynam piszczeć na cały głos. Czemu? Bo ktoś prawie przywalił mi patelnią w głowę! Ta osoba też zaczyna piszczeć. Stoimy tak sobie twarzą w twarz i drzemy mordki. Całkiem normalny widok, prawda?
- STOP! - wydziera się ktoś, kto stoi obok nas. Zapala światło i wszystko staje się jasne. Kasia próbowała zabić mnie patelnią, bo myślała, że jestem włamywaczem. Super! Jak tak dalej pójdzie, to tygodnia nie przeżyję! Co następne? W kiblu mnie utopi, czy zamknie w szafie? - Jakie dwa geniusze... wyjaśniając: Kasiek, odłóż patelnię, to tylko Kinia wróciła z randki. Kinga... JAK MOGŁAŚ STŁUC MÓJ TALERZ?!?! - wydziera się Majka
- Ooops... - nawet nie zauważyłam, że wzięłam ulubiony talerz mulatki - Czyli... uratowałaś mi życie przed patelnią, a teraz sama mnie zabijesz, zrzucając z balkonu, tak? - pytam niepewnie
- Do łóżka, marsz! - krzyczy, jakby była naszą mamą. No w sumie... jest najpoważniejsza. Taka Mummy Footballer. Posłusznie wraz z Solkiem idziemy na górę, do łóżek, a Majek za nami.
   Myję się, przebieram w piżamę i szybko wskakuję do łóżka. Stwierdzam, że nie mogę ukrywać mojej znajomości z Niallem i jutro pokażę dziewczynom nasze zdjęcia. Następnego dnia na szczęście nie mamy treningu. Ba! Mamy wolny tydzień! O tak... pierwsze dni w Londynie uważam za cudowne! Czas pokaże, co będzie dalej...



******************************
No i tak wcześnie rozdzialik <33
Ogólnie, to miał być jakoś w piątek, ale co tam :D
Jak się podoba? :]
Następny rozdział dodam, jeśli będą tutaj ... cztery komentarze ;P
Miłego dnia/wieczoru/nocy <3  

3 komentarze: